Wywiad z Gosią Rdest Powrót na stronę główną

Z prędkością mam same dobre skojarzenia - wywiad z Gosią Rdest cz.1
Wywiad z Gosią Rdest na torze kartingowym Elikart M w Krakowie

         

Kiedy zakładam kask przestaje się liczyć płeć. Jadę każde kółko tak, żeby osiągnąć najlepszy czas w życiu i chcę wygrać z każdym. Nie zwracam uwagi, czy ścigam się z mężczyzną, czy z kobietą – mówi Małgosia Rdest, studentka dziennikarstwa UJ, która jest na prostej drodze do startów w najlepszych seriach wyścigowych na świecie. O swojej pasji opowiedziała Wojciechowi Antonikowi.

Na swoim koncie ma już Mistrzostwo Polski kategorii KF2, starty w BMW Talent Cup, a przed nią sezon w brytyjskiej Formule 4. Postanowiłem sam się przekonać jak szybko jeździ i jak dużo brakuje mi do poziomu mistrzowskiego. Gosia pojawiła się na torze kartingowym w pełnym wyścigowym rynsztunku. Wsiedliśmy do gokartów i rozpoczęliśmy walkę o najlepszy czas. Nie znała ani trasy, ani wózka, ale błyskawicznie mi odjechała. Po kilku minutach dublowała mnie po raz pierwszy. Wtedy męska duma wzięła górę i postanowiłem się odegrać. Niestety przeszarżowałem i wylądowałem w oponach. Szybka pomoc obsługi toru i wracam do gry. Jednak Gosia rozkręciła się już na całego i zdublowała mnie jeszcze dwa razy. Potem zobaczyliśmy flagę w czarno – białą szachownicę i zatrzymaliśmy wózki. Szybki rzut oka na tabelę z czasami i jeszcze szybszy wniosek: kobieta mnie bije. Na moim najszybszym kółku byłem 2,5 sekundy wolniejszy od niej. Przyszedł czas na rozmowę. Dyktafon na stół, dwa szybkie wdechy i „jedziemy”, tym razem wolniej
 

  1. Skąd wzięła się twoja pasja do motoryzacji? Woziłaś lalki w samochodach?

Lalek w samochodach nie woziłam i to wszystko stało się w sumie przez przypadek. Moim przodkiem, czy kuzynem nie jest Robert Kubica, ani żaden inny kierowca wyścigowy czy rajdowy. Moi rodzice są zupełnie niezwiązani z motosportem. Wszystko zaczęło się od zakładu na hali kartingowej, na gokartach amatorskich. Zakład dotyczył tego, że jeśli podczas ostatnich zawodów ligi będę miała podium to tata kupi gokarta i wtedy zaczniemy się ścigać. No i tak się stało, zajęłam trzecie miejsce i dostałam swojego pierwszego gokarta - pomarańczowego Intrepida. Mam go do dzisiaj. Stoi w domu, ładny i czyściutki. Potem były mistrzostwa Polski, wyjeżdżaliśmy też za granicę. No i tak jakoś się potoczyło. Może fakt, że miałam być chłopcem wpłynął na to czym się teraz zajmuję. Mama mówiła zawsze, że to będzie Jaś, a że nie było Jasia no to jest Małgosia.
 

  1. Kiedy wsiadałaś do gokarta to rodzice nie bali się o swoją małą córeczkę?

Kiedy pierwszy raz jeździłam amatorskim gokartem miałam 12 lat. Nie było się czego bać. Później, kiedy jakieś 5 lat temu przesiadłam się na prawdziwe gokarty, to stres u rodziców zaczął się pojawiać. No bo tak: pasów nie ma, a prędkości dochodzą do 120-130 km/h. Ale jakichś dużych obaw u nich nie było.

  1. Ja wybrałem dziennikarstwo, żeby pisać o wyścigach. A dlaczego ty wybrałaś ten kierunek studiów?

Zdecydowałam się bo wiem, że przez całe życie nie będę czynnym kierowcą. Jednocześnie jestem głęboko przekonana, że związałam się z tym sportem do końca życia. Gdy już przestanę się ścigać to chcę pomóc młodszym kierowcom, którzy zaczynają swoją przygodę z motosportem w kartingu, a potem zamierzają zrobić kolejny krok w kierunku bolidów. Mam nadzieję, że będę mogła przekazać im trochę doświadczeń.

  1. Jak bardzo twoje prywatne życie zależy od sportu? Zdarza ci się czasem wyjść na imprezę lub spotkać się ze znajomymi?

Ze znajomymi oczywiście się spotykam, ale na imprezy to jednak nie ma miejsca. Na dobry wyścig, dobre okrążenie składa się wiele czynników. Jak pójdę na imprezę i powiedzmy prześpię się dwie godziny mniej, a moi rywale będą bardziej wypoczęci i przez to na okrążeniu zrobią czas 0,1 s. szybszy, to wiem, że ja tutaj zawiniłam. Także póki co, póki się w tym realizuję, póki podchodzę do tego na poważnie to chcę dawać z siebie sto procent. Nie jest jednak tak, że tylko wyścigi mnie zajmują . Lubię np. kupować zegarki, trampki i okulary przeciwsłoneczne.

  1. Jak wspominasz swoje pierwsze zwycięstwo?

Szczerze mówiąc nie pamiętam gdzie ono było, na jakim torze. Na pewno był to rok 2010/2011. Tak naprawdę to na zawody nigdy nie jadę po zwycięstwo. Wiele czynników może w tym przeszkodzić. Jakaś usterka techniczna, czy awaria, całkowicie niezależna ode mnie odbiera mi szanse na „pudło”. I co, będę wtedy obwiniać siebie? Jeśli już się uda wygrać to smak zwycięstwa jest niesamowity, ale wynika to z tego, że wyczekany triumf smakuje lepiej.

  1. Czyli nigdy się nie nastawiasz na zwycięstwo?

Nie. Każde okrążenie jadę tak, żeby było moim najlepszym kółkiem w życiu. Jak się uda przy tym wygrać lub zdobyć podium to bardzo fajnie. Wydaje mi się, że każdy kierowca ma mentalność zwycięzcy, ale równie ważne jest to, że trzeba umieć przegrywać.

  1. Po pierwszej wygranej był szampan?

Na pewno. (śmiech) Ale tylko do polewania.

  1. Twoje najlepsze i najgorsze wspomnienie związane z prędkością?

Z prędkością mam same dobre wspomnienia. Nie zdarzył mi się dotąd żaden poważny wypadek, więc złych skojarzeń brak.

  1. Twoje pierwsze doświadczenie motoryzacyjne – gokart czy samochód?

Pierwszy był samochód, ale na kolanach taty. Nie wiem ile mogłam mieć wtedy lat. Pewnie 6-7, ale to było tylko kręcenie kółkiem. Gokarty amatorskie poznałam w wieku 12 lat i w to bawiłam się jakieś 3-4 sezony, ale nieregularnie. Czasami zdarzał się miesiąc bez prowadzenia gokarta. Jeszcze w międzyczasie był epizod ze skuterem.

  1. Czym na co dzień jeździ Gosia Rdest?

Mini Cooperem Johnny Cooper Works z numerem 263 - to jest taka fajna edycja. Auto dobre, jak duży gokart, fajnie się prowadzi. Czy szybko jedzie to nie wiem, bo nie testowałam go aż tak, ale jestem bardzo zadowolona. A moim pierwszym samochodem był Smart Fortwo. Zaczęłam nim jeździć w wieku 16 lat kiedy zrobiłam prawo jazdy kategorii B1.

  1. Masz jakieś wymarzone auto, które chciałabyś mieć w swoim garażu?

Chyba nie. Wszystkim pojadę. Właśnie do tego dążę, żebym była szybka we wszystkim w co wsiądę. Jestem pasjonatką aut typu young timer. Ostatnio właśnie kupiłam sobie BMW E30 z 88 roku. Te samochody mają duszę, coś takiego czego brak współczesnym modelom.

  1. Nigdy nie stałaś na światłach obok jakiegoś gościa w szybkim aucie i nie ścigaliście się do następnego skrzyżowania?

Jakieś tam podpuszczenia to były. Jeszcze jak patrzą, że dziewczyna w takim w miarę szybkim aucie to czemu się nie zmierzyć. Ale zdecydowanie mnie to nie kręci. Nie lubię wyścigów na ulicach. Największe osiągi są na prostej, a nie sztuka być mistrzem prostej. Jak coś to zapraszam na tor, czy to otwarty, czy kartingowy, wtedy z przyjemnością się pościgam.

  1. Za którym razem zdałaś prawo jazdy?

Za pierwszym. Zarówno B1 jak i B.

  1. Dostałaś już kiedyś jakiś mandat?

No nie da się ukryć. Moje pierwsze punkty też były.

  1. Za co?

Oj tam za co...(śmiech) Szczerze? Jechałam do fryzjera i rozmawiałam z mamą przez telefon, żeby mi wyjaśniła dokładnie gdzie to jest. No i akurat jak parkowałam gdy nadszedł patrol policji. Zobaczyli telefon przy uchu i wiadomo co było dalej.

  1. Kto lepiej prowadzi samochód, kobiety czy mężczyźni?

Do tej pory nie spotkałam kobiety, która by samochód prowadziła w jakiś katastrofalny sposób. Moja mama jest dobrym kierowcą, babcia, czy koleżanki też. Chyba to zależy od warunków i od pojazdu, a nie od płci.

  1. Podobno faceci są bardziej agresywni za kierownicą.

Opowiem to z perspektywy wyścigów. Jeśli chodzi o styl to na pewno kobiety najpierw myślą, a dopiero potem działają. Stopniują tempo. Faceci najpierw pojadą na swoje 110%, a później będą obniżać granicę możliwości. Kobiecy styl ma sowje zalety. Gdy mamy np. czasówkę zachowawczość jest wręcz wskazana. Pomiędzy sesjami jest 20 minut przerwy i w razie wypadku nie ma szans na odbudowanie bolidu. Tutaj gorąca głowa nie zawsze się sprawdza. Z kolei podczas wyścigu agresja jest bardzo wskazana.

  1. Zdarzało się, że zostałaś zlekceważona na torze, a potem pokazałaś kto tu rządzi?

Gdy jeszcze w świecie kartingowym nikt mnie nie znał, bo dopiero zaczynałam, to przez ten pierwszy zdobywałam doświadczenie. Później jak zaczęłam wyjeżdżać zagranicę to faceci nie dopuszczali myśli, że dziewczyna może być szybsza. Gdy się okazało, że ich wyprzedzam, a później ściągam kask i włosy opadają na ramiona to był dla nich szok.

  1. Zbierali szczęki z podłogi?

Można tak powiedzieć. Z czasem przechodzi to może nawet w uznanie.

  1. Albo miłość od pierwszego wejrzenia.

(śmiech) Tego jeszcze nie doświadczyłam.

  1. Lubisz dokopywać mężczyznom na torze?

Jasne, że tak, ale jeszcze bardziej lubię dokopywać kobietom. Każdemu. Wielokrotnie powtarzam, że nie chcę być najszybszą kobietą ale najszybszym zawodnikiem na torze.

  1. Czyli jesteś za równouprawnieniem?

Gdy założysz kask to płeć nie ma znaczenia. Każdy jedzie na sto procent i chce się pokazać z jak najlepszej strony. Może w kartingu to była jeszcze dla mnie trochę krępująca sytuacja, ale w Formule BMW i teraz Formule 4 nie ma najmniejszej różnicy.

Autor: Wojciech Antonik

Zapraszamy do II części wywiadu:

I część wywiaduII część wywiaduIII część wywiadu